Kategorie


Tagi


/ 0

Life

Bo takie optymistyczne wywiady bardzo, ale to bardzi mi się podobają….

1st Gru '16

20 pytań do … Mortena Lunda

Grzegorz Cydejko,

  1. Czy ułożył się Pan ze swoimi wierzycielami po ogłoszeniu we wrześniu bankructwa? Morten Lund: Jestem blisko porozumienia. Wygląda na to, że po przejęciu wszystkich moich aktywów przez wierzycieli wyjdę na zero.
  2. Ma Pan kontakt ze swoimi spółkami? Kontakt tak, ale nie kontrolę. Wszyst-ko jest pod kontrolą komisarza. On jednak też do wyroku sądu w sprawie układu nie może niczego sprzedać, bo w większości spółek zmieniłoby to układ właścicielski, a na to nie pozwalają statuty. Ostatnie spółki, które sprzedałem, to była agencja reklamowa Hello i firma zajmująca się bezpieczeństwem komputerów i internetu Bull-Guard. Wszystkie dochody z tych spółek wpompowałem jesienią w upadłą gazetę “Nyhedsavisen”, by wypłacić ludziom tam zatrudnionym pieniądze.
  3.  Stracił Pan na tej gazecie 33 mln dolarów. Tak. Cała inwestycja była warta 150 mln euro.
  4. W ilu tak naprawdę spółkach traci Pan udziały? To trudno powiedzieć. Do niedawna miałem w 88, 80 też nie byłoby złą liczbą, ale teraz mam pewnie udziały w ok. 60. Kryzys zabija start-upy. Banki odmawiają im finansowania. Ponieważ mój główny holding, Morten Lund ApS, jest pod nadzorem kuratora, nie mam ruchu.
  5. Jest Pan symbolem inwestora o wysokiej amplitudzie. Mierzony w milionach sukces, udział w rozwoju takich gwiazd technologicznego biznesu, jak Skype czy ZYB, a potem nagłe bankructwo. Jak się Pan czuje jako bankrut? Nie tak źle. Zrobiłem mnóstwo szalonych rzeczy, ale tego nie żałuję. To prawda, że rok temu mogłem kupić odrzutowiec, a teraz myślę, dlaczego ucieka mi powietrze z roweru. Nie jestem z gatunku konserwatywnych posesorów, drżących o kasę odłożoną w bezpiecznym sejfie. To nie mój styl. Moje przedsięwzięcia to po prostu historia przedsiębiorczości w pigułce. Przecież robiąc biznes, liczyłem się z ryzykiem. Skoro tak jak wielu startowałem od zera, a teraz znalazłem się znowu w punkcie zerowym, to nie jest to sytuacja dla mnie nieznana. Wrócę bardzo szybko do gry. I nadal nikt mnie nie przekona, że to gra w posiadanie. Nie obchodzi mnie “posiadactwo”. Chcę coś budować i zmieniać rzeczywistość. Kiedy motywuję ludzi do kreowania swojego życia w biznesie, nie sprzedaję im kitu. Mówię: czasem przegrywasz wszystko, ale przejmowanie się tym szkodzi zdrowiu i na głowę.
  6. To z czego Pan teraz żyje? Doradzam wielu firmom, przygotowuję się do uruchomienia nowych funduszy inwestycyjnych, struktur, które pomogą wielu ludziom założyć własne przedsiębiorstwa i zmienić obraz gospodarki. Robię to samo, co zawsze. W czasach, kiedy samo przetrwanie jest już czymś niezwykłym, ja cieszę się dziećmi, a jednocześnie dumam, jak by tu np. spalać cały węgiel i wprowadzić na rynek no-we energetyczne technologie. Nie boję się jutra, ale nie dlatego, że zidiociałem. Taką mam filozofię.
  7. Stracił Pan miliony pochodzące z błyskotliwych inwestycji. Może nigdy już inwestorski sukces na miarę Skype się Panu nie zdarzy. Mógł Pan się w nim pławić, a nie ryzykować utratę wszystkiego. Nie boi się Pan konkurencji z własnym sukcesem? Nie straciłem nic. Widziałem i nauczyłem się wiele. Ryzyko, jakie się podejmuje w biznesie, ma wpływ na dalszy twój los, bo tylko dzięki niemu zdobywasz doświadczenie. Nie możesz go kupić za pieniądze. Kupujesz je za ryzyko. Nie jestem religijny, nie wierzę w fatum, zły los. Za wszystkie decyzje jestem odpowiedzialny tylko ja. Biznes, tworzenie w ryzykownym środowisku, jest moją religią. Żyję po to, żeby zdrapywać farbę z powierzchni biznesowego i ludzkiego życia, chcę widzieć i wiedzieć więcej. Dlatego gdy wychodzę z inwestycji lub tracę pieniądze, jestem tylko bardziej doświadczony, a więc i lepiej przygotowany do tworzenia czegoś, co będzie miało znaczący wpływ na rzeczywistość.
  8. Czy dlatego zainwestował Pan w “Nyhedsavisen”? Biznesmeni dość często wierzą, że kiedy kupią media, będą mieć bezpośredni wpływ na masy. Rzadko to jednak przynosi sukces finansowy. To była największa gazeta w moim kraju, rozchodziła się w nakładzie pół miliona egzemplarzy. Była bardzo wpływowa. Jednak nie chodziło mi o władzę nad ludźmi, ale o wpływ na decyzje podejmowane przez moje społeczeństwo, które znam i lubię. Móc pomóc w wyborze właściwej drogi to już samo w sobie wielka sprawa. Widziałem też jednak w tym wydawnictwie wielką szansę biznesową. Przyszedł kryzys i musieliśmy wszystko zamknąć tak szybko, jak było możliwe.
  9. Kryzys nie daje biznesmenom spać, wszystkie interesy się zwijają. Jak z tym żyć? Kiedy patrzysz z perspektywy zamożnego człowieka, to tak: wszystko gaśnie. Można jednak kryzys traktować jako wielką szansę. Kiedy jesteś w punkcie zerowym, możesz pójść w każdym kierunku. Wszystkie stare fortuny odchodzą w przeszłość, tradycyjne przedsiębiorstwa tracą 60-70 proc. wartości. Można budować od nowa. Ja zamierzam wykorzystać kryzys. Można kupić dużo dobrych przedsiębiorstw za niewielkie pieniądze. Sam zaczynałem w czasach kryzysu. W 1992 roku w Danii też nie było różowo. Mnie się jednak wiele rzeczy udało. Udało, bo mimo że w biznesie działasz na ryzyku i ponosisz pełną odpowiedzialność, to jednak wszystko jest kwestią szczęścia.
  10. Jak będzie wyglądał biznes za kilka lat? Jaki przemysł ma szansę w czasach kryzysu wyrosnąć i pokazać, że są w nim pieniądze? Zbankrutowałem na gazecie, więc może to, co powiem, nie jest wiarygodne, ale uważam, że wielkie zmiany czekają media. Gazety i magazyny zmienią się w serwisy internetowe. Nowe formy dystrybucji muzyki, oprogramowania, ale także telefonia – tu się będzie działo.
  11. Zainwestował Pan w nowe technologie, takie jak całospalanie węgla, zielona energia etc. Dlaczego? Bo to modne, sexy, bo jako lewicowiec wierzy Pan w nowy, wspaniały świat? W 10 proc. to kwestia mody, w 10 proc. chodzi o ekscytację, w 10 też, bo jestem bliski lewicowym ideom. Reszta to motyw prostszy. Te technologie są potrzebne. Oba-wa przed skutkami tradycyjnego pozyskiwania energii jest słuszna. Musimy coś zrobić, by się nie sprawdziła. Niech pan sobie wyobrazi, że w tej sprawie współpracuję z Richardem Bransonem (właściciel holdingu Virgin – red.). Efekt cieplarniany obchodzi wielu ludzi na świecie. Tak jak kwestia braku czystej wody. Dlatego zainwestowałem w firmę szukającą nowych metod oczyszczania wody. Albo kwestia min przeciwpiechotnych. Mam udziały w firmie, która ma technologię wykrywania min za pomocą genetycznie modyfikowanych roślin.
  12. Jest jakaś recepta na teraz niszowy, a później wielki biznes? Musisz wziąć udział w jakimś ważnym ruchu społecznym, odczytać potrzeby ludzi. Skype odniósł sukces, bo mieliśmy sprawdzoną technologię i trafiliśmy we właściwy czas. Ludzie byli gotowi zamienić zwykłe telefony na telefonię internetową. Wciąż mają mnóstwo ważnych potrzeb, które tworzą przestrzeń dla biznesu. Tylko trzeba dostarczyć im sprawdzoną technologię.
  13. Jak się biznesowo orientować, w którym kierunku pójdą ludzie? W życiu i jako biznesmen musisz być częścią jakiegoś ważnego ruchu. Skoro boimy się zmian klimatu, trzeba znaleźć nowe lub lepsze źródła energii. Ludzie potrzebują czystej wody. Mamy plagę otyłości. Miliony głodują. Zawsze potrzebna będzie ludziom komunikacja, chcą się uczyć, nauczać, wymieniać emocjami, ideami, informacją, podtrzymać kontakt, łączyć swoją aktywność i wysiłki. To wszystko są obszary, gdzie można tworzyć nowy przemysł. Nie wolno tracić instynktu, czyli trzeba żyć tym, czym żyją inni. Mój telefon jest stale włączony. Piszą do mnie tysiące ludzi ze zwariowanymi na pozór pomysłami. Jeśli się od nich nie odetniesz, będziesz wiedział, co robić w biznesie. Od każdego można się wiele nauczyć. Życie i biznes nie istnieją bez kontaktu z ludźmi. Możesz w Google znaleźć tony informacji, ale nie wyjaśnią ci istoty rzeczy. Tylko doświadczenie ludzkie daje prawdziwą wiedzę. Wiedza bez doświadczenia to teoria na temat rzeczy, a nie wstęp do twórczości biznesowej, do frajdy ze zmieniania rzeczywistości.
  14. Dotąd to chciwość nakręcała ludzi, goniła do pracy, czyniła ich nawet szczęśliwymi. Chciwości często towarzyszy kreowanie nowej rzeczywistości biznesowej. Jaka jest przyszłość tego typu motywacji? Chciwość jest głupia. Ona nigdy nie tworzy rzeczywistości “win-win”, gdzie wszyscy są wygrani. Dla mnie chciwość jest formą oszustwa, które ma dać przewagę nad drugą stroną transakcji czy drugim człowiekiem w społeczeństwie. Ona jednak nie kreuje wartości. Nie możesz, kierując się tym motywem, ubijać kolejnych interesów w biznesie czy kontaktach z ludźmi, bo chciwość każe oszukać. A biznes i życie to ciągłe powroty do partnerów i kolejne transakcje wymiany.
  15. Czy chciwość nie jest motywem inwestycyjnej gry? Czasami jest, ale przedsiębiorczy, kreatywni ludzie i ich start-upy potrzebują tak naprawdę bystrych partnerów, którzy pomogą im wystrzelić biznes pod niebo, a nie bystrych dupków, którzy zbijają interes na innych. Venture Capital zawsze ci ściemni. O to w tej branży chodzi.
  16. Teraz pieniądze uciekają od ryzyka. Czy globalne turbulencje finansowe obchodzą przedsiębiorcę działającego w skali mikro? Jak najbardziej. Ktoś, kto miał 100 tysięcy euro do zainwestowania, nie zaangażuje tych środków, bo jego bank żąda wyższych zabezpieczeń dla kredytu i wolne pieniądze zostają zamknięte. Aniołowie biznesu stracili ponad połowę swoich fortun, nie mogą więc wspierać młodej przedsiębiorczości. Nie ma już “funny money”, czyli łatwych pieniędzy. Venture Capital to sektor hazardowy. Z ostatnich pięciu lat nie miał zwrotu. Patrząc na ostatnie 20 lat, zwrot z zainwestowanego w VC kapitału to jakieś 5 procent. Jednak wielkie pieniądze zawsze w jakiejś części interesowały się inwestycjami wysokiego ryzyka. Kładły w private equity drobne 1-2 procent kapitałów. Tak dla frajdy. Te pieniądze nakręcały sektor inwestycyjny. Teraz start-up nie dostanie pie-niędzy, bo jest zbyt ryzykowny. W kraju takim jak Polska może jest inaczej, bo tylko mała część z was ma kredyty hipoteczne, a banki nie zostały dotknięte problemem spadku wartości zabezpieczeń poniżej wartości kredytu.
  17. Problem hipotek jest w Polsce marginalny, ale banki i tak nie pożyczają pieniędzy, bo uważają każdy cel kredytowy za zbyt ryzykowny. W każdym razie nie jest tak jak w Danii, gdzie 20-30 proc. ludzi to z technicznego punktu widzenia bankruci.
  18. Czy rządy powinny pomagać instytucjom finansowym, kupując toksyczne aktywa, dotować całe branże, takie jak motoryzacyjna? Panu rząd nie pomógł przetrwać kryzysu i uratować gazetę, która doprowadziła Pana do bankructwa. Pomoc rządu dla niektórych branż jest konieczna. Nie dla mnie, bo moje kłopoty nie kosztowały tysięcy ludzi utraty pracy. W głębi serca jestem, co prawda, nie postkomunistycznym, a skandynawskim, ale jednak socjalistą. Uważam, że trzeba zrobić wszystko, żeby chronić ludzi przed kataklizmem rynkowym. Wie-rzę w socjalizm i widzę, że upadek chciwości i finansowych rekinów dobrze wró-ży tej idei. Nawet w Ameryce mamy teraz coś w rodzaju finansowego socjalizmu. Banki miały część władzy nad ludźmi, a teraz wybrane przez ludzi władze mają banki.
  19. Wszyscy gramy na rynku, który, wierzymy, reguluje się sam? Kiedy robisz biznes, myślisz “do przodu”. Kiedy tworzysz legislację, myślisz o przeszłości. Oba kierunki coraz bardziej się rozchodzą. Stąd możliwy był np. w Ame-ryce finansowy cyrk z pożyczaniem pod hipoteki tylko dlatego, że wartość zabezpieczenia miała stale rosnąć. Legislacja i nadzór nie nadążały za rozwojem tego wynaturzonego potworka.
  20. Warto angażować publiczne pieniądze, jeśli następstwem akcji ratunkowej przeprowadzanej teraz przez rządy będzie hiperinflacja? Dotknie ona przede wszystkim zwykłych ludzi. Czeka nas też wielkie zamieszanie w światowych finansach. Arabowie i Chińczycy zainwestowali w dolara, a Fed drukuje teraz mnóstwo pieniędzy. To musi się skończyć wysoką inflacją, zjadającą inwestycje w amerykański pieniądz. Ratowanie banków i przemysłu może kosztować ekonomie i narody bardzo dużo. Nie powiem jednak, że nie trzeba dotować przemysłu samochodowego, bo bez akcji ratunkowej padłoby wiele przedsiębiorstw, a bezrobocie zgasiłoby po-pyt i pogrążyło gospodarkę. Katastrofalne bezrobocie to niestabilna sytuacja gospodarcza, a ta może wręcz prowadzić do wojen.

Certyfikowany specjalista Google Analytics i AdWords.